Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny i zwierzaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny i zwierzaki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2016

Taniec połamaniec

Dziś w mrowisku wielkie święto.
Z tej okazji każda mrówka 
spieszy w stronę głównej sali,
bo za chwilę – potańcówka.

Już tunele oświetlone,
słodki nektar czeka w barze,
a na środku Pan Wodzirej
i Królowa w pierwszej parze.

Na estradzie trzech muzyków
na znak od Królowej czeka,
więc władczyni klaszcze w dłonie.
- Zaczynamy, czas ucieka!

Niezbyt głośno, delikatnie
pierwsze tony dał basista,
a po chwili – łubu-dubu –
zawtórował perkusista.

Gdy w grę weszła harmonijka,
pan Wodzirej ruszył w tany.
- Dziś wieczorem, zamiast marszu,
tylko bigbit będzie grany!

W tańcu tworzy nowe kroki,
wygibasy w lewo, w prawo,
a publika i tancerze
krzyczą: – Brawo, mistrzu, brawo!

Wszyscy tańcem zachwyceni,
piruety wykręcają,
nagle kroki im się mylą,
bo muzycy przyspieszają.

Coraz szybciej gra orkiestra,
coraz szybsze są obroty.
Mało kto ma w głowie taniec,
większość – wytrzeszcz i zawroty.

Nikt nie może przestać pląsać,
wszystkim z czoła pot się leje.
Czy to może jakieś czary?
Co się dzieje? Co się dzieje?

Mrówki ledwie nadążają,
a kapela nie przestaje.
Grają szybciej, coraz szybciej –
prawie zemdlał jeden grajek.

Na parkiecie zamieszanie.
To dopiero widowisko –
tańczą jakby mieli drgawki,
pomyliło im się wszystko.

Pierwszy upadł pan Wodzirej.
- Ratuj, Generale drogi!
Lecz Generał też upada,
bo splatały mu się nogi.

Potem było tylko gorzej:
ktoś mu usiał na odwłoku,
jakiś żołnierz depcze głowę,
czyjaś stopa kłuje w boku.

Nim się obaj pozbierali,
wszystkie mrówki już leżały
i splecione w jedną hałdę
nieszczęśników przygniatały.

A orkiestra? Dziw nad dziwy:
instrumenty oszalały!
Wyskoczyły z rąk muzyków
i jak w transie same grały.

Pewnie grałyby do rana,
lecz się mocno uszkodziły:
harmonijka się zapchała,
pałki bez sił w bębny biły.

Gdy ostatnia struna pękła
i gitara grać przestała –
nastąpiła błoga cisza,
odetchnęła cała sala.

Roztrzęsione, obolałe,
rozplatały się powoli.
Będą tańczyć tylko marsza –
połamaniec bardzo boli.



niedziela, 26 czerwca 2016

Bal u Biedronek

Nocą na leśnej polanie                     
gwar słychać i świerszczy granie.  
Biedronki bal wyprawiły                  
i wszystkie chrząszcze sprosiły.        

Świetliki mrok rozpraszają,
Biedronki nektar rozdają,
sadowią się goście wkoło,
muzycy grają wesoło.

Pasiasty Flisak z Pływakiem
na kijku siedzą okrakiem.      
Odnóża w kałuży moczą,      
poważne rozmowy toczą.     

Kozioróg, zwany Dęboszem,
udaje, że jest doboszem                    
i ogromnymi czułkami                       
o tułów gra jak pałkami.                    

Kołatek obok przycupnął,
leżący patyczek chrupnął,
a patyk, niczym sprężyna,
skacze i krzyczeć zaczyna.

Tycz Cieśla tak się wystraszył,
że pod kamieniem się zaszył,
na cały głos lamentował,
jakby ktoś drzewo piłował.  

Brać cała się oburzyła,
bo noga to chrząszcza była.
- Gaf takich się nie wybacza!
- Pomylić z kijem Rębacza?!

Bronić się winny próbuje,
lecz wciąż go ktoś przekrzykuje:
- Kamrata gryźć?! Kto to słyszał?!
- Znieważyć tak towarzysza?!

I tak od słowa do słowa –
już awantura gotowa.
Jedni Kołatka chcą bronić,
drudzy chcą z łąki przegonić.

Tak się zaciekle kłócili,
że prawie się nie pobili –
tymczasem Rębacz z Kołatkiem
uciekli z łąki ukradkiem.



wtorek, 17 listopada 2015

Szczęście w jadle - zaszczyt w sadle

Wpadły wydry do łasicy,
patrzą, a ta sambę ćwiczy
i przed lustrem się wygina
niczym primabalerina.

- Co za widok – odchudzanie?
- A co zjadłaś na śniadanie?
- Taniec nic tu nie pomoże,
jedz mniej jajek głodomorze.

- A skąd mogą wiedzieć panie,
co dziś jadłam na śniadanie?
Przecież brzuch to nie zwierciadło –
nikt nie pozna co się jadło.

- Nie denerwuj się sąsiadko.
Wprawdzie sierść masz lśniącą, gładką,
lecz sadełka ci przybyło –
całą talię ci zakryło.

Ona w lustro już spogląda,
z każdej strony się ogląda:
tu wałeczek, tam oponka
i nie widać już ogonka.

- Cóż ja biedna zrobić mogę?
Jajkom oprzeć się nie mogę.
Kiedy zajrzę do kurnika,
każde w moim brzuszku znika.

Muszę zadbać o swe ciało,
więcej ćwiczyć, a jeść mało.
Jedna z wyder, mądra głowa,
rzekła – Zapamiętaj słowa:

„Kto pokłada szczęście w jadle,
tego cały zaszczyt w sadle.
Chcesz być zdrów i długo młody,
to mniej jedz – pij dużo wody”.


czwartek, 10 września 2015

Kto się wymądrza, ten się wygłupia

Chodzi po duktach ciekawska łania,
wszędzie zagląda, wszystkim się kłania.
Tego pouczy, tamtego zgani,
nikt nie ucieknie od porad łani.

Spotkała jeża. – Jabłko na grzbiecie?
Turlać przed sobą wygodniej przecież.
Jeż się obruszył i zmarszczył nosek:
- To moja sprawa jak jabłko niosę.

Potem zajrzała do kreciej norki –
kret właśnie liczył w komorze worki.
Wcisnąć kopytko w norkę próbuje –
a tu korytarz się obsypuje.

- Może pomogę? Liczę bezbłędnie.
- Nie, nie! Skończyłem – rzekł kret oględnie.
- Proszę wycofać się póki pora,
przecież dla pani za mała nora.

Łania odchodzi rozczarowana.
- Nie chcę narzucać się, proszę pana.
Nie korzystając z mojej pomocy,
będzie pan liczył worki do nocy.

Potem nad rzeką dziki spotkała.
Przez chwilę małe pilnować miała,
aby do wody nie powpadały,
której panicznie wszystkie się bały.

Gdy tylko locha w krzakach zniknęła,
za edukację dziczków się wzięła.
Zaraz je w rzece pływać uczyła –
omal jednego nie utopiła.

Zamiast przeprosić, rzekła do lochy:
- Nic się nie stało, po co te fochy?
Znam się na dzieciach, zaręczam pani,
nie znajdziesz lepszej ode mnie niani.

I tak codziennie wciąż się wtrącała,
każdemu dobrą radę dać chciała,
wszystko najlepiej zawsze wiedziała –
czy miała rację, czy też nie miała.

Wreszcie zwierzęta się zbuntowały,
do przemądrzałej list napisały:
„Reguła prosta, że aż osłupia –
kto się wymądrza, ten się wygłupia”.


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Nie dmuchaj w ul

Siedzi miś pod dębem,
patrzy sobie w górę.
Tak się w pień wpatrywał,
aż wypatrzył dziurę.

Coś z dziupli wystaje –
spostrzegł małe czułki,
a po chwili - rzędem
wyfrunęły pszczółki.

Wiadomo – gdzie pszczoły –
tam miodek słodziutki.
Już po pniu się wspina
łakomczuch malutki.

Pazurki wysunął,
wdrapał się do ula.
Wsadził nos do dziupli –
a tam rój pszczół hula.

Dmuchnął miś do ula,
miód sięga językiem –
pszczoły w nos go żądlą,
wiec ucieka z krzykiem.

Opuchnięty nosek
w strumyku ochłodził.
Odtąd wszystkie barcie
z daleka obchodził.

Zapamięta biedak,
że gdy ktoś w ul dmuchnie,
pszczoły się rozzłoszczą
i mu pyszczek spuchnie.


niedziela, 31 maja 2015

Jak Myszoń został rycerzem

Raz w Mysim Królestwie przyszły na świat dzieci,
ale jedna myszka inna wśród berbeci.
Zamiast pyszczka – trąba, uszy jak u słonia,
osobliwy chłopiec jest z tego gryzonia.

Nazwali go Myszoń. Wszyscy go lubili,
robił wiatr uszami, dobrze się bawili.
Trąbił tylko w polu, bo chociaż był mały,
gdy zatrąbił w zamku, wieże się kiwały.

Gdy raz mysie dzieci bawiły się w borze,
dopadł je Wilk głodny. - Ratuj się kto może!
Pisk, zgiełk i panika, nie ma gdzie się schronić
i nie ma nikogo, kto chciałby je bronić.

Wtedy wyszedł Myszoń. Powietrza nabiera
i zaczyna ryczeć, na Wilka napiera.
Wilk zdziwił się wielce i stanął jak wryty.
- To jest jakiś potwór w mysim ciele skryty!

Od ryku drży ziemia, a podmuch jest taki,
że myszki w powietrzu fruwają jak ptaki.
Wilk ogon podkulił i dłużej nie czeka,
w tył zwrot nagle zrobił, do lasu ucieka.

Gdy wszystko ucichło, rozległy się głosy:
- Wiwat, wiwat Myszoń! Wiwat długonosy!
Jakiś maluch krzyknął: -Myszonia na króla!
Zrobiło się cicho. – A cóż to za bzdura?!

- Króla przecież mamy, zróbmy go rycerzem,
schowa swoje uszy i nos pod pancerzem.
Król wyraził zgodę i od tamtej pory
Myszoń, jako rycerz, wszystkie chroni nory.


Plotka

Powiedziała sroka kawce:
- Kos zakochał się w turkawce.
Co dzień pod jej domem stoi,
wdzięczy się i miny stroi.

Spotkał ją w parku, przy ławce,
gdy szukała ziaren w trawce.
Podarował jej borówkę,
kłos pszenicy i makówkę.

Kawka ciut przygłucha była,
no i wszystko pomyliła.
Zaczepiła w lesie sowę,
by przekazać wieści nowe:

- Kos, dziś w parku, gdzieś przy ławce,
chcąc podobać się turkawce,
odpowiednio ściął makówkę
i przystroił sobie główkę.

Zrobi dla niej tam stołówkę –
będzie doił bożą krówkę.
Biedak dwoi się i troi.
Czy turkawkę zadowoli?

Ledwie kawka odfrunęła,
sowa u drzwi wron stanęła
i z przejęciem opisuje
jak to kos się popisuje.

- Kra, kra! – wrony krzyk podniosły
i nowinę w las poniosły.
Każda swoja wersję składa
i od siebie coś dokłada.

Nie minęły trzy godziny –
w lesie słychać śmiech i drwiny.
Gdy do kosa doszły wieści,
westchnął: - W głowie się nie mieści.

Spotykamy się z turkawką,
aby w szachy grać pod ławką.
Wszystkich chętnych zapraszamy.
Może turniej rozegramy?

- Ale wstyd – szepnęła sowa.
Kawka w dziupli głowę chowa.
- Przepraszamy! – woła wrona.
Sroka także zawstydzona.

Zaświergotał szczygieł mały:
- Po co zmyślać dyrdymały?
Najpierw trzeba sprawę zbadać,
a nie bajki opowiadać.


niedziela, 1 marca 2015

Żabki bohaterki

Żabki w stawie się kąpały,
na bociana plotkowały.
- Czy pan słyszał, panie kumie,
co się wydarzyło u mnie?

Przyszedł bocian na polanę –
a ja śpię.
Wszędzie słychać klekotanie –   
a ja śpię.
Gdy zahaczył mnie pazurem –
to ja w krzyk,
ale on też się wystraszył –
no i znikł.

- No! No! Szczęście kuma miała,
że życia nie postradała.
Gdy ja boćka raz spotkałem,
dobrą mu nauczkę dałem.

Chciał mnie swoim dziobem złapać –
to ja w bok.
W lewo, w prawo zaczął kłapać –
to ja skok.
Potem chciał mnie chwycić w locie –
to ja fik.
Już mnie prawie miał przy płocie –
to ja myk.

Za parkanem się schowałem
i na nosie mu zagrałem.
Gdy on w płocie szukał szpary,
ja zwiedzałem już szuwary.

Cały ranek tak kumkały
i bociana wyśmiewały.
Nagle, klekot usłyszały
i… ze strachu aż zemdlały.


środa, 3 grudnia 2014

Gdzie dwóch się bije - tam trzeci korzysta

Dwa głodne kruki na sośnie siedzą
i okolicę uważnie śledzą.
Omal z gałęzi nie pospadały -
ser biały obok sosny ujrzały.

- Czy widzisz bracie tego człowieka?
Ciekawe, śpi, czy na kogoś czeka?
- Przy nodze kawał sera położył,
pewnie na deser sobie odłożył.

Na dwóch gomółka trochę za mała,
lecz na przekąskę będzie wspaniała.
- Musimy wykraść mu tę gomółkę,
później ze smakiem zjemy na spółkę.

Sfrunęły na dół, robią podchody.
Człowiek się ruszył, więc one w nogi.
Gdy znieruchomiał, znów się zbliżyły,
wokół człowieka czujnie krążyły.

Już prawie, prawie przy serze były,
ale ze strachu w bok odskoczyły,
bo człowiek nagle oczy otworzył
i tuż przy serze rękę położył.

Kruki na zmianę szczęścia próbują,
już pół godziny tak manewrują.
Znienacka, jeden minął człowieka, 
chwycił w dziób zdobycz, w niebo ucieka.

Drugi tuż zanim: - Bracie poczekaj!
Nic nam nie grozi, już nie uciekaj!
Goni kamrata, ślinkę przełyka,
lecz ten nie słucha, czym prędzej zmyka.

Już miał się ukryć przed brata wzrokiem,
lecz ten go dopadł tuż nad potokiem.
ser mu wyrywa, bije skrzydłami,
próbuje sięgnąć ser pazurami.

Tak się w powietrzu szarpią, szturchają,
że obaj z dziobów ser wypuszczają.
Spadła gomółka tuż koło dzika
i w okamgnieniu w brzuchu mu znika.

Zanim się kruki zorientowały,
z sera okruszki tylko zostały.
Stara to prawda i oczywista:
gdzie dwóch się bije – trzeci korzysta.


wtorek, 11 listopada 2014

Lepsza moda, czy wygoda?

Pan Wydra z panem Jeżem spółkę założyli,             
dla wszystkich zwierząt w lesie futra będą szyli.
Szyld wisi już nad drzwiami, wszystko jest gotowe:
szafa sztucznych futer, pióra kolorowe.

Do drzwi zapukał Zając. - Chciałbym futro wilka,
by w skórze tej postraszyć chytrych lisów kilka.
Pan Wydra aż się zdziwił na to zamówienie,
lecz nie zadawał pytań i przyjął zlecenie.

Za chwilę weszła Pliszka.- Macie pawie pióra?
Pragnę być kolorowa, a nie biało-bura.
Potem były Łasice, czapki modne chciały,
a Słowik, zachrypnięty, wybrał szalik biały.

Sowie konar uszkodził nad oczami szlarę.
- Ratuj, Panie Wydro, przyszyj piórek parę!
Pan Łoś zamówił getry, bo mu marzną nogi
i czapę dla kolegi, który zrzucił rogi.

Zwierzęta, wystrojone, dumnie paradują,
choć zalet ni wygody w strojach nie znajdują.
Jednym jest za gorąco, innym niewygodnie,
lecz każdy, przede wszystkim, chce wyglądać modnie.

U Pliszki pawie pióra pięknie wyglądają,
ale gdy chce pofrunąć, ciągle wypadają.
Kłopoty ma Mysz polna. Chciała karakuły,
nie może jednak w futrze wejść do mysiej dziury.

Pan Zając w wilczej skórze nie stał się chojrakiem,
gdy spotkał w lesie Lisa, skrył się za chojakiem.
Wilk wziął barani kożuch, do owiec popędził,
ale pies go rozpoznał i w pole przepędził. 

Z usługi rad pan Niedźwiedź. Nie szył nowej skóry,
lecz poprosił, by w futrze połatać mu dziury.
Rzekł: - Lepsza własna skóra, chociaż cerowana,
niż za duży garnitur ze skóry pawiana.


wtorek, 16 września 2014

Awantura w jeziorze

Zwołały leszcze zebranie
i wygłosiły kazanie:
- W jeziorze aż kipi woda,
taka panuje niezgoda.

Wybierzmy sobie sędziego,
prawego i rozumnego
i niechaj przemierza wody
i godzi zwaśnione rody.

- Doprawdy, pomysł wspaniały –
odezwał się jazgarz mały –
lecz która z ryb niezawodna,
takiego urzędu godna?

I tu zaczęły się zwady,
bo wszystkie chcą tej posady.
I sumy, i sandacz, i troć,
i karaś, trzy liny i płoć.

Wypłynął szczupak do przodu:
– Ja wam nie sprawię zawodu!
Wybierzcie mnie na sędziego,
bo nie znajdziecie lepszego!

Zgłosiły sprzeciw dwie płocie:
- On łyka narybek w locie!
Na jego widok, jak wiecie,
cierpną nam płetwy na grzbiecie.

Sandacza – wzdręgi się bały,
suma – ukleje nie chciały.
Każdy miał coś do każdego,
każdy ród wybrać chciał swego.

Na pomysł wpadły węgorze,
że sędzią karp zostać może.
Szlachetny jest i moralny,
kandydat wprost idealny.

Karp zerka w lewo i w prawo,
już wszyscy biją mu brawo,
lecz on się wcale nie cieszy,
ten wybór bardzo go peszy.

Do tego, gdy ujrzał z boku
iskierkę w szczupaka oku,
odwrócił się błyskawicznie
i uciekł stamtąd panicznie.

I znów zawrzało w jeziorze,
nie myślą o mediatorze
i nikt już leszczy nie słucha,
od nowa kłótnia wybucha.

Znów doszło do szarpaniny.
Szczupaka kąsają liny,
rzucił się sandacz na trocie,
lecz te ukryły się w grocie.

Spór chciały łagodzić leszcze,
lecz słowa nie rzekły jeszcze,
a już się sum na nie dąsa
i wściekle podkręca wąsa.

Wpadł karaś pomiędzy płocie,
lecz nie dał rady tej flocie,
wycofał się więc z pośpiechu,
wywołał tym salwę śmiechu.

Z daleka karp obserwuje,
jak lin się z leszczem mocuje,
a woda wokół się pieni -
natury ryb nic nie zmieni.

Ludzie od lat powiadają,
że ryby głosu nie mają.
Oj, wielce by się zdziwili,
gdyby tu byli w tej chwili.


niedziela, 7 września 2014

O wronie, która chodziła piechotą

Przyszła wrona do gawrona
o radę go prosić:
- Jak trzepotać skrzydełkami,
by wyżej się wznosić?

Gawron siadł na czubku sosny.
- Popatrz, tak to działa.
Sfrunął z drzewa, wzbił się w niebo,
tyle go widziała.

Poprosiła wrona kruka:
- Niech pan mi pomoże,
bo ja, zamiast coraz lepiej,
fruwam coraz gorzej.

Kruk popatrzył na nią z góry.
-Teraz nie mam czasu.
Idź do sowy, niech cię uczy,
ja lecę do lasu.

Sowa dziuplę miała obok
i wszystko słyszała,
okulary nałożyła,
wronie radę dała:

-Wejdź na sam wierzchołek drzewa,
skrzydła równo rozłóż,
skocz, a wiatr cię sam poniesie
w tę podniebną podróż.

Wrona wspięła się wysoko,
oczy przymrużyła,
od gałęzi się odbiła,
ku ziemi skoczyła.

O wykładzie pani sowy
zaraz zapomniała,
przycisnęła mocno skrzydła
i zanurkowała.

Kilka sekund pikowała,
jak strzała leciała,
aż się wbiła w hałdę piasku
prawie do pół ciała.

Piórka z piasku otrzepuje,
w głowie jej się kręci.
 - Od dziś będę wędrowniczką,
niebo mnie nie nęci.

Kraczą jej nad głową siostry:
- Prosimy, zmień zdanie,
wędrowanie jest dla zwierząt,
dla ptaków latanie.

Przemyślała wrona sprawę,
wróciła do sowy
i by nie popełnić błędu,
słucha mądrej głowy.

Nie minęły trzy godziny,
widać już postępy.
Zwinnie mija wielkie drzewa
i zwiedza ostępy.

Z lotu ptaka świat ciekawszy,
patrzy w prawo, w lewo,
nagle, tuż przed samym dziobem,
zobaczyła drzewo.

Narobiła wrona wrzasku,
gdy dziób utkwił w korze,
pazurkami się odpycha,
wyjąć go nie może.

Sroki ciągną ją za skrzydła,
aż piórka fruwają,
lecz na szczęście, z tej pułapki
wronę uwalniają.

Tego było już za wiele,
jak na jedną wronę,
więc na pieszo, leśnym duktem,
poszła w swoja stronę.


sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanocna przygoda

Wielkanocne stygną babki
i mazurek, sernik gładki.
Myszy zapach już zwęszyły,
po frykasy wyruszyły.

Gdy się tylko posiliły,
nowy żarcik wymyśliły.
Niespodziankę kwoce zrobią
i jajeczka jej ozdobią.

Kiedy tylko wyszły kury,
wyskoczyły z mysiej dziury,
wszystkie jaja pomazały
i w stodole się schowały.

Wraca kwoka, w gnieździe siada,
a tu z gniazda coś wypada.
Delikatne słychać trzaski,
a po chwili, piskląt wrzaski.

Kwoka patrzy jak zaklęta
- wylęgają się kurczęta.
Gdy skorupki popękały,
wszystkie kury osłupiały.

Pierwszy w paski, drugi w ciapki,
trzeci w kratkę, czwarty w kwiatki.
Po podwórku paradują,
skrzydełkami wymachują.

Różnobarwne łebki mają,
czuprynami potrząsają.
Kolorowe jak pisanki,
juz w kaczuszkach mają fanki.

Krzyknął kogut: - Kukuryku!
Co za czary w tym kurniku?!
- Każdy kurczak żółty będzie,
zaraz mi tu stanąć w rzędzie!

- Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty,
po kolei marsz do kwarty!
W kwarcie zimna woda była,
wszystkie plamki z piórek zmyła.

W słońcu puszek wysuszyły,
teraz wszystkie żółte były.
Myszy trochę zawiedzione.
- Jak to? Żarty już skończone?

Nie. Już łapki zacierają,
nowy obiekt żartów mają.
Poszły figle płatać kotu,
który drzemał koło płotu.


sobota, 5 kwietnia 2014

O szczerbatym szczurze

Mieszkał w Szczyrku szczur szczerbaty,
na szczeżujach zęby zjadł,
gdy w podróży swego życia,
na szczeżuje w Pszczynie wpadł.

Świeża małża na przekąskę?
Oczywiście, czemu nie.
Chwycił w szczękę, szarpie, gryzie,
już mu siekacz chwieje się.

Tak się szczurek zacietrzewił,
że wyłamał zębów sześć.
Szczęka boli, zęby w szlamie,
odechciało mu się jeść.

A szczeżuja? W muszli siedzi
i ze szczura śmieje się.
- Szczurze, tyle małż dokoła,
jesteś głodny? Częstuj się!


sobota, 29 marca 2014

Koza psotnica

Chodzi koza po ogrodzie,
z nudów deski w płocie bodzie,
zerwie listek, skubnie trawkę,
próbowała wejść na ławkę.

Gdy podeszła do rabatki,
pozjadała wszystkie kwiatki.
Zostawiła tylko róże,
bo już miały kolce duże.

Podreptała na podwórko,
przewróciła miskę burkom
i za wozem się schowała,
niewiniątko udawała.

Zerka w górę wścibska koza,
a na wozie leży łoza,
soczystymi gałązkami
wygłodniałą kozę mami.

Chwyta koza listek, żuje,
wprost się łozą delektuje.
Kopytkami się podciąga,
z wyższej warstwy listki ściąga.

Nagle, coś jej wzrok przyciąga,
jeszcze wyżej się podciąga,
sięga pyszczkiem do siedzenia.
Może to coś do jedzenia?

Wiecznie głodna, ślinkę łyka,
łapie w zęby i połyka.
Mało się nie udusiła,
bo to czapka pana była.

Ach ty kozo, głodomorze,
zaraz zamkną cię w komorze.
Gdy gospodarz przyjdzie z pola,
marna będzie twoja dola.



wtorek, 4 marca 2014

Jak osiołek wiązał uszy

Spojrzał osiołek do wiadra z wodą, 
zobaczył swoje odbicie.        
-Och, jakie moje uszy są długie -
i znieruchomiał w zachwycie.

Patrzy osiołek, umysł wytęża,
wygina uszy na boki.
Całe podwórko śmieje się z niego,
- teraz mu wiszą jak troki.

Próbuje zrobić z uszu kokardę,
ale się zbyt zaplątały,
zrobił się węzeł na czubku głowy
i tak biednemu zostały.

Kaczki i kury wciąż chichotały
i konie rżały ze śmiechu,
lecz on nie słyszał i spacerował
dumnie jak paw, bez pośpiechu.

Prosiak z uciechy w błocie się tarzał,
baran łbem walił o ścianę.
Gdy wszyscy mieli ubaw po pachy,
osiołek raczył się sianem.

Mama osiołka wyszła ze stajni,
patrzy zdumiona na syna.
Chciała go zganić, lecz już po chwili
i ona śmiać się zaczyna.

Chociaż mu szybko uszy rozplotła,
zwierzęta dalej się śmiały
i jeszcze długo całe zdarzenie
co jakiś czas wspominały.


niedziela, 2 marca 2014

Polne myszki

Skąd wśród zboża, złotych kłosów
tyle pisków, tyle głosów?
W małej norce zamieszanie -
myszy polnych to mieszkanie.

Myszek sporo, norka mała,
tłoczy się rodzina cała,
w dzień zazwyczaj pusta nora,
gorzej nocą, gdy spać pora.

Trzeba nowy dom zbudować,          
by ciasnotę rozładować.                   
Wziął się tata do roboty                    
i pracował do soboty.                       

A w niedzielę, już od rana,
cała dziatwa w krąg zebrana.
Dyskutują, toczą boje,
komu które dać pokoje.

Tu najmłodsze, tam pannice,
przy najmłodszych śpią rodzice,
trochę dalej kawalerzy
i już każde w swoim leży.

Tak mijały im miesiące.
Całe lato było słońce,
dojrzewały złote żyta,
najadały się do syta.

Jesień także szczodra była,
w bród jedzenia dostarczyła,
zimą więc nie głodowały,
bo spiżarnię pełną miały.

A gdy wiosna zawitała,
w każdy kącik im zajrzała.
- Jakby ciaśniej się zrobiło,
czyżby dzieci wam przybyło?

Znów po roku pełna chata
i znów psioczy brat na brata,
siostra siostrze pięty depcze,
pod nogami maluch drepcze.

Mama trzyma się za głowę.
- Znów nas więcej, o połowę,
weź się tatko za kopanie,
większe zbuduj nam mieszkanie.

Tata kopać ani myśli,
rozwiązanie wnet wymyślił:
- Przykład z innych myszy weźmy,
do stodoły się przenieśmy.

Wszystkim pomysł się podoba.
Nie minęła jedna doba,
spakowane rzeczy wzięły
i w stodole wnet stanęły.

A tam same smakołyki:
zboża, łubin, strąki wyki,
słoma, siano aż po dach,
nie marzyły o tym w snach.

Nawet kiedy na klepisko
przyczłapało się kocisko,
myszy mu stawiły czoła.
- Teraz nasza jest stodoła!


sobota, 15 lutego 2014

Leniwy kot, czyli bez pracy nie ma kołaczy

Znudziła się kotu praca,
leży, oczami przewraca,
zamiast polować na myszy,
udaje, że ich nie słyszy.

Policzył już kołki w płocie,
poluje na muchy w locie,
podgląda w kurniku kury
i czyści sobie pazury.

Trochę kurczaki postraszył,
potem na stryszku się zaszył,
wtulił się w starą pierzynę
i drzemał prawie godzinę.

Gdy przyszła pora obiadu,
pognał do miski - dał czadu.
Niestety, obszedł się smakiem
- głodny, wycofał się rakiem.

Zajrzał do krowy w oborze -
zlituje się nad nim może.
- Łaciata, daj trochę mleka.
- Nic z tego, idź do człowieka.

Skarży się wszystkim dokoła
- Na obiad nikt mnie nie woła,
gospodarz karmi zwierzęta,
a o mnie już nie pamięta.

Gdy koło stajni przechodził
i rozżalony zawodził,
usłyszał wałkoń od klaczy:
- Bez pracy nie ma kołaczy.

Kot myśli: „Ona ma rację,
zasłużę dziś na kolację.”
Po chwili jest już w stodole,
Wypędza myszy na pole.

niedziela, 17 listopada 2013

Ślimak

Bez pospiechu, powolutku
chodzi ślimak po ogródku.
- Co bym zjadł dziś na śniadanie?
A na obiad? Drugie danie?

Obok rosły pomidory,
trzy sałaty, kalafiory
i malina już czerwona,
owocami oblepiona.

Tyle warzyw tuż pod bokiem,
a on w lewo łypie okiem,
tam po płocie groszek pnie się,
wiatr nęcący zapach niesie.

Dla ślimaka, fakt niezbity,
groszek – przysmak wyśmienity.
Ślimak czułki wyprostował,
w stronę płotu powędrował.

Szedł już chyba z pół godziny,
ledwie doszedł do maliny.
Tam spotkały go stonogi.
- Dokąd idziesz brzuchonogi?

- Chcę zjeść groszek na śniadanie,
więc się spieszę, drogie panie.
-Może zawróć póki pora
i posmakuj pomidora?

On udaje, że nie słyszy,
idzie dalej, ciężko dyszy
i mozolnie prze do przodu,
w brzuchu już mu burczy z głodu.

Wychyliła się dżdżownica,
za nią wyszła gąsienica.
- Panie ślimak już południe,
przecież pan nam w oczach chudnie.

Myśli ślimak: - Mają rację,
może zdążę na kolację?
Przecież ja już ledwo dyszę -
i zawrócił tam, skąd przyszedł.

Od tej pory biedaczysko
zjada to, co rośnie blisko.
Nieraz groszek mu się przyśni,
lecz wędrować ani myśli.