wtorek, 30 sierpnia 2016

Taniec połamaniec

Dziś w mrowisku wielkie święto.
Z tej okazji każda mrówka 
spieszy w stronę głównej sali,
bo za chwilę – potańcówka.

Już tunele oświetlone,
słodki nektar czeka w barze,
a na środku Pan Wodzirej
i Królowa w pierwszej parze.

Na estradzie trzech muzyków
na znak od Królowej czeka,
więc władczyni klaszcze w dłonie.
- Zaczynamy, czas ucieka!

Niezbyt głośno, delikatnie
pierwsze tony dał basista,
a po chwili – łubu-dubu –
zawtórował perkusista.

Gdy w grę weszła harmonijka,
pan Wodzirej ruszył w tany.
- Dziś wieczorem, zamiast marszu,
tylko bigbit będzie grany!

W tańcu tworzy nowe kroki,
wygibasy w lewo, w prawo,
a publika i tancerze
krzyczą: – Brawo, mistrzu, brawo!

Wszyscy tańcem zachwyceni,
piruety wykręcają,
nagle kroki im się mylą,
bo muzycy przyspieszają.

Coraz szybciej gra orkiestra,
coraz szybsze są obroty.
Mało kto ma w głowie taniec,
większość – wytrzeszcz i zawroty.

Nikt nie może przestać pląsać,
wszystkim z czoła pot się leje.
Czy to może jakieś czary?
Co się dzieje? Co się dzieje?

Mrówki ledwie nadążają,
a kapela nie przestaje.
Grają szybciej, coraz szybciej –
prawie zemdlał jeden grajek.

Na parkiecie zamieszanie.
To dopiero widowisko –
tańczą jakby mieli drgawki,
pomyliło im się wszystko.

Pierwszy upadł pan Wodzirej.
- Ratuj, Generale drogi!
Lecz Generał też upada,
bo splatały mu się nogi.

Potem było tylko gorzej:
ktoś mu usiał na odwłoku,
jakiś żołnierz depcze głowę,
czyjaś stopa kłuje w boku.

Nim się obaj pozbierali,
wszystkie mrówki już leżały
i splecione w jedną hałdę
nieszczęśników przygniatały.

A orkiestra? Dziw nad dziwy:
instrumenty oszalały!
Wyskoczyły z rąk muzyków
i jak w transie same grały.

Pewnie grałyby do rana,
lecz się mocno uszkodziły:
harmonijka się zapchała,
pałki bez sił w bębny biły.

Gdy ostatnia struna pękła
i gitara grać przestała –
nastąpiła błoga cisza,
odetchnęła cała sala.

Roztrzęsione, obolałe,
rozplatały się powoli.
Będą tańczyć tylko marsza –
połamaniec bardzo boli.



niedziela, 26 czerwca 2016

Bal u Biedronek

Nocą na leśnej polanie                     
gwar słychać i świerszczy granie.  
Biedronki bal wyprawiły                  
i wszystkie chrząszcze sprosiły.        

Świetliki mrok rozpraszają,
Biedronki nektar rozdają,
sadowią się goście wkoło,
muzycy grają wesoło.

Pasiasty Flisak z Pływakiem
na kijku siedzą okrakiem.      
Odnóża w kałuży moczą,      
poważne rozmowy toczą.     

Kozioróg, zwany Dęboszem,
udaje, że jest doboszem                    
i ogromnymi czułkami                       
o tułów gra jak pałkami.                    

Kołatek obok przycupnął,
leżący patyczek chrupnął,
a patyk, niczym sprężyna,
skacze i krzyczeć zaczyna.

Tycz Cieśla tak się wystraszył,
że pod kamieniem się zaszył,
na cały głos lamentował,
jakby ktoś drzewo piłował.  

Brać cała się oburzyła,
bo noga to chrząszcza była.
- Gaf takich się nie wybacza!
- Pomylić z kijem Rębacza?!

Bronić się winny próbuje,
lecz wciąż go ktoś przekrzykuje:
- Kamrata gryźć?! Kto to słyszał?!
- Znieważyć tak towarzysza?!

I tak od słowa do słowa –
już awantura gotowa.
Jedni Kołatka chcą bronić,
drudzy chcą z łąki przegonić.

Tak się zaciekle kłócili,
że prawie się nie pobili –
tymczasem Rębacz z Kołatkiem
uciekli z łąki ukradkiem.