sobota, 29 marca 2014

Koza psotnica

Chodzi koza po ogrodzie,
z nudów deski w płocie bodzie,
zerwie listek, skubnie trawkę,
próbowała wejść na ławkę.

Gdy podeszła do rabatki,
pozjadała wszystkie kwiatki.
Zostawiła tylko róże,
bo już miały kolce duże.

Podreptała na podwórko,
przewróciła miskę burkom
i za wozem się schowała,
niewiniątko udawała.

Zerka w górę wścibska koza,
a na wozie leży łoza,
soczystymi gałązkami
wygłodniałą kozę mami.

Chwyta koza listek, żuje,
wprost się łozą delektuje.
Kopytkami się podciąga,
z wyższej warstwy listki ściąga.

Nagle, coś jej wzrok przyciąga,
jeszcze wyżej się podciąga,
sięga pyszczkiem do siedzenia.
Może to coś do jedzenia?

Wiecznie głodna, ślinkę łyka,
łapie w zęby i połyka.
Mało się nie udusiła,
bo to czapka pana była.

Ach ty kozo, głodomorze,
zaraz zamkną cię w komorze.
Gdy gospodarz przyjdzie z pola,
marna będzie twoja dola.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza